jehuda amichaj 97. rocznica urodzin

jehuda amichaj – poeta miłości. chciał, by tak go zapamiętano. gdyby miał napisać tylko jeden wiersz, to – jak powiedział w wywiadzie telewizyjnym awiramy golan אבירמה גולן byłby to באהבתינו w naszej miłości. w niemal tysiącu wierszy jakie napisał, miłość to rzeczywiście wiodący temat, ale nie ma tam czułych, grafomańskich scen, raczej czułość jaką zauważył u niego inny poeta, chaim guri חיים גורי, zauważając, że amichaj opisuje twarz kobiety, którą widzi w świetle lodówki. dlatego amichaj to nie tylko poeta miłości, ale też nasze światło lodówki, obok światła pokoju amosa oza, światła prawdy kocker rebego, światła tory agnona, światła ogniska baal szem towa, światła kamienia steinzalca i światła krzewu mojżesza, by na nim poprzestać.

ale jehuda amichaj, który umarł w jerozolimie roku 2000, był nie tylko poetą, autorem wierszy zebranych w PIĘCIU tomach, ale także autorem TRZECH książeczek dla dzieci, napisanych dla swoich trojga dzieci, rona, dawida i emmanueli oraz JEDNEGO tomu ośmiu dramatów i słuchowisk פעמונים ורכבות paamoním urakawót (dzwony i pociągi) i dziewiątego poza tomem (dzień w którym pochowano martina bubera), JEDNEGO tomu dwudziestu opowiadań ברוח הנוראה הזאת barúach hanoraá hazót (na tym strasznym wietrze), DWÓCH tomów powieści: לא מעכשיו ולא מכאן lo meachszáw weló mikán (nie z tego czasu i nie stąd) oraz מי יתנני מלון mi itneni malon (kto mi da schronienie) , w których wraca do swej przeszłości, sięgając aż dzieciństwa, spędzonego w niemieckim würzburgu, gdzie nazywał się ludwig pfeufer i wychowywał w tradycyjnej, ale nie ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej. dziadkowie z obu stron byli właścicielami gospodarstw wiejskich od pokoleń we frankonii. na koniec tego wspomnienia oddajmy głos jehudzie: przestrzegali przykazań, ale nie byli przykuci do judaizmu uczonego, w odróżnieniu od znacznej części niemieckiego judaizmu religijnego, koncentrującego się wokół frankfurtu, i w odróżnieniu od judaizmu wschodniej europy, uczącej się w jeszywach - ciężko pracowali, mieszkali wśród gojów i przestrzegali wszystkich przykazań. dorastałem na łonie bardzo religijnej ortodoksyjnej, której korzenie przez setki lat tkwiły w południowych niemczech. moi dziadkowie i babcie ze strony ojca, a także matki, byli żydami wiejskimi w dwu małych gminach: giebelstadt w dolnej frankonii i w gersfeld w hesji. wciąż pamiętam ich dobrze. mieli gospodarstwa, niemal rancha, z bydłem i polami, z sadami owocowymi i warzywami, z końmi, a nawet dorożkę ze służącymi obojga płci. byli pobożni w swej wierze i wypełniali wszystkie przykazania bez rozmyślań i bez wątpliwości. hebrajski znali tylko jako święty język modlitw i przykazań żydowskich. żyli otwarcie i dumnie jako żydzi w swoim otoczeniu wiejsko-chrześcijańskim, które ze swej strony uznawało żydów we wsi i szanowało ich. Istnieje wiele anegdot o ich rozmowach, dyskusjach i przyjaźniach między żydami i chrześcijanami. żydowskość moich przodków w południowych niemczech była skromna, niemal dziecięca w swej prostocie. to nie była uczona żydowskość jeszyw, taka jak we wschodniej europie. nie prowadzono tam żadnych dialektycznych sporów z przeszłością i nie było tam żadnego wymądrzania w kwestii przyszłości. to był judaizm nieuświadomiony, praktyczny, codzienny, bez filozofii i wiedzy, bez geigera, bubera, rozenzweiga oraz im podobnych, jaki istniał w europie zachodniej i wschodniej. wszystko to pamiętam żywo z dzieciństwa.

na zdjęciu: chana amichaj, wdowa, wspomina jehudę. (fot. t. korzeniowski)




9 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie