książki hebrajskie w dzisiejszej polsce

oto fragmenty tego co pisałem w 2011 roku, jeszcze używałem wielkich liter. to się zmieniło. a co się zmieniło jeszcze od czasu tygodnia kultury izraelskiej w empiku?

...kiedy w 1979 roku dowiedziałem się o istnieniu Żydów w Polsce i w ogóle (okoliczności to temat na osobny artykuł), książek ani hebrajskich ani tłumaczonych ani izraelskich ani polskich praktycznie nie było. Wtedy też, każdą książkę, w której z takich czy innych powodów pojawiało się slowo „Żyd”, kupowałem natychmiast. Ale niczego w nich nie było. Może tyle, że Żydzi żyli w Polsce, ale zginęli. Dopiero w Bibliotece Narodowej i Jagiellońskiej, znalazłem to, co wydano przed drugą wojną światową. Tam znalazłem zamordowany świat polskich Żydów, ich kontusze i pejsy. I fragment tekstu hebrajskiego. Postanowiłem go odczytać. Hebrajski alfabet znalazłem w reprincie książki bodaj osiemnastowiecznej, opisującej budowę prasy drukarskiej, z przykładami czcionek różnych alfabetów, szwabachy, cyrylicy itd. W szarej, wojennostanowej Warszawie zapytałem kogoś w Żydowskim Instytucie Historycznym, dlaczego nie tłumaczy się Talmudu na polski. Uslyszałem: po co? Dziesięć lat później po raz pierwszy pojechałem do Izraela. Potem były kolejne wizyty i w końcu zamieszkałem tam, gdzie chasydzi z przedwojennych książek mijają na chodniku Żydów z całego świata, syjonistów i ot, po prostu ludzi, którzy żyją jak ludzie na całym świecie, a przynajmniej próbują. Dzisiaj jestem tłumaczem literatury hebrajskiej i próbuję porównać to, co było wówczas, z tym co dzisiaj jest na półkach polskich księgarni. Jest o wiele więcej. Dzisiaj nie musiałbym jechać do Przemyśla po reprint książki drukarskiej, ani czytać antysemickich podłości państwowych funkcjonariuszy. Ale, kiedy porównuję to co jest, z tym co mogłoby być, gdyby książki hebrajskie choćby tylko z Izraela i USA przenieść na polski grunt, to widzę, że wciąż jest dużo dużo za mało. Literatura hebrajska to nie tylko Amos Oz i Etgar Keret. I o ile popularność w Polsce Oza tłumaczy się klasą autora i jego stałym miejscem w kolejce po literackiego Nobla, to nie da się usprawiedliwić obecności Kereta (niczego mu nie ujmując) przy nieobeności wielu, znaczących wiele, nazwisk izraelskich prozaików, poetów, dramaturgów. Jehuda Amichaj, poeta, aż po dzień swej śmierci, stojący w kolejce razem z Ozem, w kręgach krytyków i tuzów polskiej poezji uznany i doceniany między innymi dzięki wyborowi jego wierszy z 2000 roku, jest dziś przez księgowych systematycznie wykreślany z planów wydawnictw. Szmuel Josef Agnon doczekał się Nobla, ale był nieszczęsny rok 1966 i żadna cenzura nie chciała słyszeć o święcącym międzynarodowy tryumf Żydzie, który na dodatek urodził się na byłych polskich wschodnich terenach. Agnona i Amichaja znają doskonale rynki anglosaskie, tam się opłaca. Jest dziś w Izraelu wielu innych autorów, którzy się opłacają i w Tel Awiwie i W Nowym Jorku i w Londynie, nie mówiąc o Berlinie. Ale nie w empiku. Tydzień Kultury Izraela obędzie się bez nich. Mimo dwudziestu lat stosunków dyplomatycznych Warszawa Tel Awiw. No, bo jak robić dyplomację i politykę bez zaplecza kultury? W tych dniach na rynku pojawia się tom z trzema traktatami Talmudu, tłumaczonymi przez rabina Saszę Pecarica. Wydarzenie epokowe, przełomowe, jak lot Polski na Księżyc, choć to tylko maleńki wycinek dzieła żydowskich mędrów, setki lat powstającego i setki lat palonego razem z jego czytelnikami. Ale, ilu Polaków naprawdę zna Żydów i ich hebrajskie książki?

2 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

23 kwietnia to światowy dzień książki. dobra okazja do inauguracji bloga na naszej "półce hebrajskiej". z jednej strony książka to spotkanie z drugim człowiekiem i to może główny powód spotkań – dowie